Stary, dobry „kalendarzyk”

Pomimo postępu technologiczne i coraz to doskonalszych sposobów kontrolowania płodności, wiele par wciąż pamięta o tradycyjnej metodzie liczenia dni płodnych, czyli tak zwanym „kalendarzyku”. Bardziej fachowo, niektórzy specjaliści nazywają tę technikę metodą rytmu, bo opiera się ona na rytmie kobiecego cyklu miesiączkowego. Czy „kalendarzyk” nadal jest godnym uwagi sposobem planowania rodziny? Wiele osób uważa, że tak. Zdaje się jednak, że ten kalendarzowy entuzjazm wynika z pomyłki, która często ma miejsce. Ludzie zainteresowani metodami kontrolowania płodności, trafiają między innymi na opisy tak zwanego naturalnego planowania rodziny, czyli NPR. Pojęcie to od razu kojarzy im się właśnie z metodą rytmu. Tymczasem są to dwa różne zagadnienia, choć częściowo zbliżone.

Problem w tym, że NPR jest o wiele bardziej skuteczne. Naturalne planowanie rodziny polega między innymi na regularnym kontrolowaniu temperatury ciała kobiety oraz wybranych cech śluzu. Codzienne obserwacje pozwalają na to, by bardzo precyzyjnie wskazać dni płodne i mieć pewność, że danego dnia można pójść do łóżka bez obaw. Oczywiście istnieje tu ryzyko pomyłki, jest ono jednak zdecydowanie mniejsze niż w przypadku bazowania jedynie na kalkulacji dni cyklu. Oczywistą wadą „kalendarzyka” jest to, że w wyniku stresu, nerwów czy choroby długość cyklu może ulec zmianie. Poza tym, niektóre panie przez cały czas zmagają się z nieregularnymi miesiączkami. W związku z tym metodę rytmu trzeba traktować raczej jako dodatek do innych technik niż jako główny sposób na kontrolowanie płodności.

http://eretina.pl/wzrokowe-potencjaly-wywolane/ diety strefaeuro.com.pl